piątek, 6 września 2013

Rozdział drugi: Adam

Witam. Tutaj Lusus Naturae.
Oto nowy odcinek. 
Na początku okropnie PRZEPRASZAMY i mamy nadzieję, że takie sytuacje już się nie zdarzą.

Początek został napisany przez glammonster, natomiast jako że nie miała zbytnio czasu dokończyłam go za nią i trochę dopracowałam. Chyba nikt nie ma do mnie o to żalu... takie sytuacje zdarzają się w życiu. 
Jest trochę krótki, ale mamy nadzieję, że się spodoba. 

Zapraszamy do lektury! :)

______



Chłopak w czarnych, długich creepersach przemieszczał się szybko w stronę Baker's Field. Dym z dopalanego papierosa przelatywał lekko przez jego gardło, szczypiąc go w oczy, skryte pod jasną grzywką. Szedł uśmiechając się zalotnie do przechodniów oraz przejezdnych. Ciemne oczy podkreślone mocnym makijażem przyciągały swoją tajemniczością. W pewnej chwili samochód zatrzymał się przy blondynie, który oparł się o uchyloną szybę. Mężczyzna podchodzący pod czterdziestkę, dość sporych rozmiarów uśmiechnął się zalotnie. Po chwili kierowca zaproponował gestem, by chłopak wsiadł. Zrobił to.
-Jestem Greg, a Tobie jak na imię? -Zapytał, gdy drzwi już się zamknęły, po czym uśmiechnął się zagryzając dolną wargę.
-A jakie imię lubisz?
-Michael
-Masz farta, właśnie tak się nazywam - odparł kładąc dłoń na wewnętrznej części jego uda  – Może pojedziemy do Ciebie, hm? -Rzekł lekko zaciskając rękę. Ruszyli.

* * *

Zamówił taksówkę chowając do kieszeni spory plik pieniędzy. Czekając na auto odpalił kolejnego tego dnia papierosa i wyjął telefon wybierając jeden z wielu numerów.
-Tak słucham?
-Nie mów słucham, bo cię... -Zaśmiał się do słuchawki, zaciągając się dymem.
-Kpisz- rzekł głos po drugiej stronie słuchawki
-Skończmy to. Jesteś zajęty?
-W sumie to trochę, a co? Wpadniesz?
-Zrobię Ci łaskę i wpadnę. Twój burdelik czy mieszkanie?
-Stary, nie nazywaj burdelem inwestycji swojego życia.
-Znaczy pan wielka szycha Carpenter w burdeliku. Dobra niedługo będę. -Mruknął, rozłączając się, po czym wyrzucił niedopałek wsiadając do żółtego auta -Do Carpenter's place w centrum poproszę.
    Po pół godzinie był już na miejscu, po zapłaceniu kierowcy udał się do środka, pod drzwiami biura ujrzał znajomego mu ochroniarza.
-Ja do kierownika, zajęty?
-Jak zwykle.
-Mniemam więc, że się opierdala -zaśmiał się Tommy, wchodząc do pomieszczenia. -Witam pana, panie "Jestem Isaac i jestem tak zajebisty, że wiecznie nie ma mnie w domu" -Uśmiechnął się jasnowłosy siadając na skórzany fotel
-Tak, tak, też się cieszę, że cię widzę. Napijesz się czegoś? -Zapytał chłopak uśmiechając się ciepło.
-Nie, dzięki. Tak tylko wpadłem. Mów, co u Ciebie? Stara bieda?
-Wyjątkowo nie. Mam na oku pewnego muzyka. Zatrudniłem go na czas określony wraz z zespołem. Jest dobry wokalnie i świetnie zabawia publiczność.
-Nie tobie to oceniać, tylko mnie. Wiesz, że co jak co, ale posadę gitarzysty mam ja.
-Jak tylko uzbierasz na tę swoją gitarkę.
-Nazwij jeszcze raz Gibsona Paula gitarką a odgryzę ci język.
-Jeżeli to obietnica, to mogę powtórzyć. -Śmiał się Isaac siadając obok przyjaciela -Tommy... Coś mnie cholernie martwi, ale nie wiem, czy mogę cię o to spytać...
-Prosiłem, nie mów mi po imieniu, jeżeli nie jest to konieczne.
Carpenter serdecznie objął przyjaciela i zanim wydobył z siebie jakikolwiek dźwięk wziął głęboki wdech.
-Nadal to robisz?
-Zależy o co pytasz...
-Oh Tommy... przecież wiesz...  - Jąkał się Isaac. -Chodzi mi o...o ten twój... "zawód" -odparł robiąc cudzysłów z dłoni przy wypowiadaniu ostatniego słowa, które też mocno podkreślił akcentując je.
-Tak, nadal. Nie wiem co cię w tym tak martwi.
-Tommy... jak to się zaczęło? Nigdy nie chciałeś mi powiedzieć...
 Ratliff wbił wzrok w okno po czym po chwili w jego głowie utworzyła się retrospekcja.

"Szczupły piętnastolatek siedział na parapecie paląc papierosa. Obserwował gwiazdy, a muzyką była mu tylko cisza. Nagle drzwi pokoju gwałtownie się otworzyły, a w drzwiach stała jego matka.
-Do jasnej cholery, smarkaczu! Mówiłam ci, że masz nie palić!
Chłopak nie panował nad sobą i nad tym, co mówił.
-Zamknij mordę głupia suko, nie znasz mnie i nic o mnie nie wiesz -Zeskoczył z parapetu pakując swoje rzeczy- Jakim więc prawem się odzywasz? 
-Wyprowadzasz się? -Wrzasnęła- Haha, śmieszne. Jak niby masz zamiar się utrzymywać?"


-Tommy Joe? -Przyjaciel wyrwał chłopaka z jego przemyśleń.
-Sam nie wiem, jakoś tak...Chciałem zobaczyć jak to jest. Tyle.
-Żadnych szopek z ucieczkami z domu?
-No coś ty... Dobra, kiedy ten twój gwiazdor będzie?
-Dziś wieczorem ma zamiar zaprezentować jeszcze kilka propozycji.
-Jak już się pojawi, to wyślij mi sms-a. Muszę lecieć, do zobaczenia.

* * *

Blond włosa kelnerka schyliła się powoli do siedzącego przy stoliku Tommyego uśmiechając się zalotnie.
-Czego sobie pan życzy? - Mruknęła zmysłowym głosem.
-A co można tutaj dostać? - Zaśmiał się.
-Wszystko, na co ma pan tylko ochotę.
Żadne z nich nie zamierzało przestać flirtować. Para szła w zaparte...
-Ah tak? 
-Ależ oczywiście.
-To świetnie. W takim wypadku, życzyłbym sobie ciebie. 
Złapał jej dłoń. Udali się do toalety.

***

     Oparł brodę na swoich kolanach i długo myślał. Coś się działo. Po raz pierwszy żałował swoich decyzji. Po raz pierwszy żałował tego, co działo się w jego młodości i co dzieje się teraz.
-Może rzeczywiście moje życie mogło potoczyć się w zupełnie inny sposób... 
Powiedział do siebie. To była jedna z rzeczy których nikt o nim nie wiedział. Niemal zawsze rozmawiał ze sobą.
-Jak ktokolwiek może zaakceptować każdą moją wadę, skoro sam nie szanuję swojego ciała?
     Ratliff zawsze udawał silnego, jednak każdy kto go znał widział, że niektóre rzeczy go przerastają. Pochodził z biednego domu, czego często się wstydził. Marzył o tym, by zostać słynnym gitarzystą. Czuł powołanie do muzyki, odkąd pierwszy raz zagrał na gitarze swojego przyjaciela. Rodzice doskonale o tym wiedzieli, dlatego chłopak wracając do domu zawsze miał nadzieję, że w pokoju będzie stał wymarzony instrument. Chciał zaznać od rodziny ciepła i miłości, a dostawał zawsze coś innego. Ojciec często znęcał się nad matką fizycznie i psychicznie, przez co matka znęcała się nad nim. Przekładało się to na jego nauce, dzięki czemu musiał powtórzyć klasę. Klasę, w której poznawał wiele osób na których wyładowywał wszystkie swoje złe emocje i piętnował ich. Poznał także przy tym młodszego od siebie o rok Adama. Zrobił sobie z niego ofiarę, tylko dlatego, że jego ojciec pracował w biurze przez co Lambertowie mieli dużo pieniędzy. Wiedział przecież, że to zwykły, zakompleksiony i niczego winny chłopak. Czasami wracał do tego myślami. A może nie... tak właściwie to wracał myślami do swoich rodziców. Ciekawiło go, jak sobie w tej chwili radzą i czy w ogóle żyją. Żałował tego, w jaki sposób ich traktował. Czasami za nimi tęsknił, jednak nikomu się do tego nie przyznawał. Nie chciał niszczyć pozorów twardego drania. Nikomu nie powiedział swojej prawdziwej historii. Nawet jego najlepszemu przyjacielowi - Isaac'owi Carpenter'owi. Tommy zawsze wszystko dusił w sobie przez to stał się zamkniętym w sobie, obojętnym chłopakiem nie szanującym siebie.
-Ciekawe jak teraz wygląda ten grubas. Miał na imię Adam... tylko to pamiętam.
Cieszył się, że go nie pamięta. Przynajmniej nigdy nie bezie musiał spojrzeć mu w oczy...
Odebrał wiadomość.
-Za dwie godziny w moim barze. Adam da koncert po dziewiątej.
Ścisnął mocniej smartfona.
Adam? To imię mnie naprawdę prześladuje.

wtorek, 3 września 2013

PRZEPROSINY!

Witajcie, tutaj Lusus Naturae.
Piszę tutaj, ponieważ mianowicie chodzi mi o rozdział. Rozdział powinien być tu już dawno, niestety nie rozumiem glammonster która po prostu nie może go napisać. [chyba nie ma czasu, nie wiem.] Postanowiłam więc, że dokończę go za nią. Postaram się zrobić to jak najszybciej i chcę, żeby wyszedł jak najlepiej. Jeszcze raz przepraszam/y.
Zdaję mi się, że będzie w tym tygodniu.
Do usłyszenia.